sobota, 21 marca 2015

Rozdział 4 - Alison - GTA vs. Scrabble

   Biegnę do domu Tresha. Naprawdę jestem ciekawa, co takiego go zaskoczyło.
   Nie pukam, otwieram drzwi. Tam zastaję bardzo niecodzienny widok. Na kanapie siedzi Logan, jedząc pomidora. Za to Tresh stuka w klawisze telefonu. Nagle podnosi głowę i mnie zauważa.
-O, cześć – wita się. – Popatrz, co znalazłem w lesie – wskazuje palcem na Logana.
-Nie ,,co”, tylko ,,kogo”! – krzyczy drugi.
    Potem Tresh w skrócie tłumaczy mi, jak do tego doszło, że w późny piątkowy wieczór Logan siedzi u niego w domu.
-No i co my z tym zrobimy? – zastanawiam się.
-Logan, znasz może numer telefonu do swoich rodziców? – pytam z nadzieją w głosie.
   Chłopak kręci przecząco głową, a ja dziwię się, jak można takiej rzeczy nie wiedzieć.
-Jest Esteban? – pyta Tresh.
   Esteban mieszka w małym domku widocznym z naszej rezydencji.
-Nie wiem. Zadzwoń do niego.
   Tresh wstukuje numer Estebana i przykłada telefon do ucha.
-Weź na głośnomówiący – nakazuję.
-Okay.
   Po pięciu sygnałach słyszymy zniecierpliwiony głos szofera.
-O co chodzi?
-Gdzie jesteś? Potrzebujemy cię.
   Słyszymy westchnięcie.
-Słuchaj, Tresh, to nie są moje godziny pracy. Jestem zajęty.
-No a za ile byłbyś dostępny?
-Nie wiem, mam romantyczną kolację z Karen!
   Tłumimy w sobie śmiech. Karen to piękna pani prawnik, która nijak nie pasuje do Estebana. Pewnie poszła na randkę z litości. Co jakiś czas reprezentuje Tresha w sądzie. Między innymi, zajmowała się sprawą, kiedy ten bawił się zapałkami w szkolnej bibliotece. Jedna z zapałek go oparzyła, więc upuścił ją na regał z książkami, a dalej już idzie się domyślić, co się stało. Zawsze kończy się na grzywnie. Dość wysokiej, ale to i tak lepsze niż poprawczak, który zazwyczaj mu grozi.
-No to zadzwoń do nas, gdy będziesz już po kolacji – powiedziałam, modląc się w duchu, aby nie doszło do niczego więcej.
-Zadzwonię. Pa!
   Tresh rozłącza się i rzuca telefon na kanapę. Uświadamiam sobie, że może czekać mnie spędzenie nawet kilku godzin z Loganem, bo przecież nie mogę zostawić Tresha samego w takiej sytuacji. Jeszcze coś by mu zrobił.
-Dobra – zaczynam – czas minie szybciej, jeśli się czymś zajmiemy.
   Logan natychmiast się ożywia.
-Pouczymy się? – pyta z nadzieją.
-Nie - Tresh i ja mówimy jednocześnie.
-Myślałam raczej o jakiejś grze – tłumaczę. – Może monopol?
   Tresh jęczy.
-A może GTA?
   Zabijam go wzrokiem.
-No to chociaż FIFA… - wzdycha, bo już wie, że przegrał tę bitwę.
-Nie – ucinam. - Logan, lubisz monopol?
-Lubię, ale wolę scrabble.
-O, ja też. Tresh, masz scrabble?
-GTA! – próbuje raz jeszcze.
-Masz. Pójdę do twojego pokoju i przyniosę.
   Biegnę po schodach i wchodzę do pokoju Tresha. Ojej, ale bałagan! Na łóżku widzę trzy puste pudełka po pizzy, na biurku puste butelki coli, a krzesło zawalone stertą ubrań. Czuję, że brudnych. Otwieram jego szafkę z grami. Przynajmniej tam jest porządek. Pewnie nie otwierał jej, odkąd dostał konsolę. Wyjmuję scrabble i schodzę na dół.
-Masz straszny bajzel w pokoju – mówię do Tresha.
-No i dobrze. Im większy bałagan, tym bardziej przytulnie.
-Mnie się tam nie bardzo podobało – mruczę.
-I dlatego tamto miejsce to mój pokój. W swoim rób, co chcesz.
   Kręcę głową, zastanawiając się, jak spanie wśród pudełek po pizzy może być przyjemne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz